Z „Książki twarzy” Marka Bieńczyka

Posted: 19 marca 2013 in Uncategorized

Marek Bieńczyk, gość jutrzejszego wieczoru w Kici Koci (20.03., godz. 19, wstęp wolny), w nagrodzonej Literacką Nagrodą NIKE 2012 „Książce twarzy” opisał panów Miecia i Bąka ze Skaryszaka 🙂

„Pan Miecio dowodził kortami AZS-u w parku Skaryszewskim jak przystało na dowódcę oblężonej twierdzy: niesprawiedliwie, kapryśnie, wyniośle i zgryźliwie. Ruszał się bardzo niewiele, miał swoje lata i grube, opuchnięte, schorowane nogi słonia, które nie pozwalały mu na korcie uczynić więcej niż krok. Ale grał fenomenalnie: różni mecenasi i inni zasłużeni przedstawiciele wolnych zawodów brali go na trenera-partnera; wbijał stopy w cegłę i jeśli piłka tylko szła mniej więcej na niego, odsyłał bombę za bombą z regularnością Gąsiorka, beznamiętnie, przedwojennie (…). Pan Miecio, gdy się mu już zachciało, stawał więc jak wryty na środku kortu i obsługiwał mecenasów, większość jednak czasu spędzała w swojej pakamerze. Wchodziło się tam z należnym szacunkiem, trzy razy przepraszając, że się żyje, i pytało się nieśmiało: „Panie kierowniku, czy przypadkiem…” „Panie Mieciu, czy dało by się…”. Różne były sztuczki i techniki nagabywania, niektórzy przybierali ton wesoły, inni żartobliwy lub dramatyczny, nic to nie pomagało, wszystko zależało od nastroju pana Miecia w panu Mieciu. Nie można powiedzieć, że mecenasi i inne niebieskie ptaki, profesorskie, lekarskie, miały ze względu na wiek, stanowisko i portfel łatwiejszy dostęp do Mieciowego serca. Niekiedy umiał ni stąd, ni zowąd odegnać mecenasa, który już się szykował do wejścia na cegłę, machając ramionami, że niby się już rozgrzewa i jest już gotów, i wpuścić nas, godzinami wystających w przedsionkach. Niekiedy to nas z kolei spędzał z kortu; jego dziejowa ręka wskazywała, jak chciała, bez żadnych reguł. Pan Miecio miał swojego Filipa, chudego starca nazwiskiem Bąk, pana kortowego, postać żywcem wziętą z jakichś historycznych filmów czy powieści; znacie ją, to ten szczerbaty i skurczony jegomość w dziwnej czapce, który przemyka po bokach ekranu na marginesach akcji, nie uczestnicząc bezpośrednio w bitwie, ale gdziś chichocząc w kącie i zacierając ręce z sobie tylko znanego powodu. Kortowy Bąk robił więc korty, rysował linie, jeśli mu się oczywiście chciało, ogólnie doglądał. Kiedy pan Miecio zapadał się w siebie, znikał lub zatrzaskiwał się w pakamerze, co mu się często zdarzało, kortowy Bąk przejmował władzę. Pełną gębą, był nie mniej kapryśny niż pan Miecio, lecz bardziej złośliwy; nie jednemu mecenasowi poszło w pięty, gdy Bąka coś ugryzło. Któryś z tak poszkodowanych napisał nawet potężny, oburzony list do „Sztandaru Młodych”. Tarzaliśmy się ze śmiechu na licealnym korytarzu, jego opis tej żylastej kreski z petem w ustach i czapeczce Karola Bovary sto lat później będzie należał do arcydzieł literatury protestu w średnim komunizmie”.

ktwarzy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s